Oszuści czyli zasada ograniczonego zaufania
 Oceń wpis
   
Dostałem dramatycznego maila od klienta firmy ubezpieczeniowej, któremu agent ukradł składkę. To nie była jego największa strata. Miał poważną szkodę a firma ubezpieczeń odmówiła wypłaty odszkodowania. Jak to jest możliwe? Ano jest. Agenci złodzieje to jeden z najbardziej drażliwych tematów, jaki wiąże się z problemem ubezpieczeń. Generalnie istnieje bardzo silne powiązanie między problemem rekrutacji nowych adeptów do firm ubezpieczeń a sprawą oszustów. Dziś opiszę kilka mechanizmów, jakie stosują nieuczciwi agenci i wskażę jak ustrzec się przed oszustami. Jest jeden jedyny sposób, aby ustrzec się przed agentami, którzy defraudują składki klientów. NIGDY NIE PŁAĆ SKŁADEK GOTÓWKĄ. Jeśli decydujesz się na wpłatę gotówkową, zawsze żądaj odrębnego pokwitowania. Pamiętaj, że zaznaczenie na wniosku lub polisie, że wpłata ma charakter gotówkowy jest tylko potwierdzeniem sposobu płatności a nie dowodem przyjęcia gotówki przez agenta. Wszystkie firmy drukują swoje odrębne firmowe potwierdzenia płatności tzw. kwitariusze. Taki kwitariusz musi mieć swój numer, stempel i nadruk. Zawsze żądaj takiego potwierdzenia, koniecznie z podpisem agenta. Nie zadowalaj się jakimiś KP czy innymi druczkami kupionymi w sklepiku z gotowymi drukami. Jeśli masz jakiekolwiek podejrzenia, nie znasz agenta, to płać przelewem w banku lub na poczcie. Jeżeli masz pokwitowanie od agenta, który w momencie zawierania umowy ma pełnomocnictwo firmy ubezpieczeń to nawet, jeśli twoja składka nie wpłynie na konto firmy, masz ochronę i w razie szkody dostaniesz pieniądze. Jeśli masz tylko wniosek lub polisę bez dowodu wpłaty, firma ubezpieczeniowa nie ma obowiązku wypłacić odszkodowania i na pewno tego nie zrobi. Tak, jak to miało miejsce w przypadku mojego korespondenta. Jeśli masz jakiekolwiek, nawet najmniejsze wątpliwości co do osoby agenta, zadzwoń do firmy i sprawdź, czy aby na pewno jest on jej reprezentantem. Często agenci wyrzuceni z firmy za oszustwa, nie rozliczają się z druków, nie oddają identyfikatorów i dalej naciągają klientów. Pamiętaj, że często zdarza się, że agent, którego znasz od lat, nagle może stać się oszustem. Agenci popadają w tarapaty finansowe, mają jakieś długi. Ponieważ mają stały dostęp do gotówki klientów, jakieś swoje zewnętrzne zobowiązania pokrywają pieniędzmi klientów. Wdrażają mechanizm śnieżnej kuli. Nie wpłacone pierwsze składki starają się pokryć z wpływów od następnych klientów. W jakimś momencie mechanizm się wali i już nie nadążają z następnymi wpłatami. Jeśli twój agent nalega, żebyś zapłacił mu gotówką uruchom instynkt samozachowawczy i powiedz, że zapłacisz na poczcie, bo akurat nie masz pieniędzy przy sobie. Pamiętaj, że równie często a nawet częściej giną następne raty składek inkasowane przez agentów. Ponieważ masz polisę i zapłaciłeś agentowi to śpisz spokojnie i myślisz, że jesteś ubezpieczony. Nic bardziej mylnego. Pofatyguj się do siedziby firmy na pocztę do banku albo zrób przelew internetowy. W Polsce grasuje wielu oszustów, którzy kradną z założenia i przekonania. Przenoszą się z firmy do firmy i kontynuują swój proceder. Na początku uczciwie rozliczają się ze składek, zdobywają zaufanie i w tym czasie rozpracowują system kontroli druków w firmie, potem idą na całego i kradną dopóki nie wpadną. Ponieważ wiele firm nie ściga prawnie oszustów, uważając, że ujawnienie takich spraw wpływa niekorzystnie na image szacownego Towarzystwa Ubezpieczeń, oszuści czują się bezkarni. Moje doświadczenie wykazuje, że jak ktoś raz zacznie kraść to już nigdy nie wyjdzie na prostą i wcześniej lub później ulegnie pokusie, bo zna mechanizmy i wie jak to zrobić. Prostowanie kręgosłupów moralnych oszustów powinno odbywać się w pierdlu a nie w następnej firmie ubezpieczeń Często oszustwa wychodzą na jaw przy szkodzie lub w rocznicę polisy przy jej odnowieniu. Jeśli masz jakiekolwiek podejrzenia, zadzwoń do Firmy i sprawdź czy Twoje składki wpłynęły na jej konto. Sam osobiście zawsze proponuję klientom przelew i mam święty spokój. Jest jednak ubezpieczenie, w którym agent ma zasadniczo obowiązek pobrać najpierw składkę a potem wydać polisę. To OC posiadacza pojazdu mechanicznego. Jeśli nie masz swojego stałego agenta, staraj się zawierać to ubezpieczenie, w jakimś konkretnym miejscu R11; oddziale firmy, agencji a nie u przypadkowo poznanego agenta bez referencji Twoich dobrych znajomych. No i jeszcze jedno: Nie wpłacaj składek w jakichś firmach R22;krzakR21;, tanich punktach wpłat, których namnożyło się ostatnio. Fakt, że masz lewy kwit na wpłatę składki a facet nie wpłacił pieniędzy na konto firmy ubezpieczeń spowoduje, że w razie szkody na pewno nie dostaniesz odszkodowania. Masz na to moją stuprocentową gwarancję.
Komentarze (9)
Kokosy czyli historyi polis życiowych ciąg dalszy
 Oceń wpis
   
Mój korespondent R22; Wojtek FR17; był uprzejmy odnieść się do mojego wpisu R22;ZłodziejstwoR30;R21; Serdecznie dziękuję. Pierwszą część jego wypowiedzi skomentuję przy okazji mojego kolejnego wpisu, teraz odniosę się do drugiej części. R22;Drugi przekręt polega na tym, że w sytuacji gdy suma ubezpieczenia jest wyższa od zgromadzonego kapitału wraz ze składką ubezpieczyciel, w przypadku śmierci ubezpieczonego wypłaca tę sumę, która jest większa. Czyli w naszym przykładzie sumę ubezpieczenia. Zadaję zatem pytanie, a na jakiej podstawie ubezpieczyciel zachowuje sobie tę część składki, którą otrzymał w ramachtzw. części inwestycyjnej (choćby była minimalna) nie licząc wypracowanego przychodu przez te właśnie pieniądze? Przecież sumę ubezpieczenia za śmierć wypłaca z tytułu otrzymanej składki - tzw. ochronna część składki. Klient nawet nie wie, że właśnie darował ubezpieczycielowi pieniądze zgromadzone na tzw. inwestycje. Idzie na nią przecież składka pomniejszona o koszty, m. in. koszt ponoszenia ryzyka wypłaty sumy ubezpieczenia w przypadku zdarzenia - śmierci ubezpieczonego. Niech Pan zapyta na szkoleniu trenera, czy jak go tam zwiecie co się dzieje z tymi pieniędzmi, to zzielenieje z wrażenia.R21; Nie wiem, w jakiej firmie pracuje lub pracował Pan Wojtek i czy w ogóle. Jeśli jednak jakaś firma stosuje takie metody jak opisał Pan Wojtek to serdecznie współczuję jej klientom. Nie jest, bowiem, prawdą, że porządna firma, czyli ubezpieczyciel R22; zachowuje sobie tę część składki, którą otrzymał w ramach tzw. części inwestycyjnejR21;, ponieważ ma on obowiązek wypłacić sumę ubezpieczenia PLUS sumę z rachunku zysków o ile jakiekolwiek zyski pojawiły się na koncie klienta. A wszyscy wiedzą, że przez pierwsze dwa lata się nie pojawiają. To pewien kanon. Więc nikt nie powinien zielenieć z wrażenia. Nie jestem od dawna fanem polis na życie z funduszem kapitałowym i nie bronię firm sprzedających te polisy. Są to produkty wiekowe. Nie wiem czy czasem nie dziewiętnastowieczne. Stworzone just upon the time in America nie bardzo przystają do dzisiejszych możliwości inwestowania. Mają zasadnicze wady. Polisy, niekoniecznie firmy. Po pierwsze klient nigdy nie wie, a firma go nigdy nie poinformuje, bo nie ma obowiązku, jaka część jego składki jest zabierana na okoliczność wypłaty świadczenia uposażonym w razie jego śmierci a jaka część jest inwestowana. Po drugie, wielu klientów po pewnym czasie konstatuje, że tak naprawdę ubezpieczenie życiowe jest im do niczego nie potrzebne. Żony już nie ma, bo dawno po rozwodzie, a dzieci dorosły i pracują od dawna na Wyspach, najczęściej Brytyjskich. Tymczasem polisa, która ma być zabezpieczeniem przyszłości nadal zawiera część ochronną i jej zerwanie przed terminem zawsze będzie się wiązać z jakąś stratą. Ubezpieczyciel wiąże z każdą z tego typu polis długoterminowe plany inwestycyjne, więc jak rezygnujesz wcześniej to tracisz, bo rujnujesz te plany. Takie są realia i nic na to nie poradzisz. Polityka firm jest taka, jaka jest. Jak ci się nie podoba to nie kupuj polisy bo nikt cię do tego nie zmusza. Większość z tych ustaleń jest zawarta w Warunkach Ogólnych i Regulaminach Funduszy, tylko, kto je czyta. Serdecznie doradzam czytać. Jak nie rozumiesz, to się pytaj. Do skutku. Ludzie wierzą agentom a ci są gotowi zawrzeć pakt z diabłem byle sprzedać polisę. W końcu z tego żyją. Dlatego swoim klientom polecam zakup dwóch produktów. Pierwszy to tak zwane autocasco życiowe, czyli terminowe ubezpieczenie, niech już będzie, R17;na życieR17;. Analizujemy jak długo rodzinie ubezpieczonego będzie potrzebna ochrona w postaci wypłaty świadczenia umożliwiającego godne życie w przypadku jego śmierci. Zawieramy umowę i klient ma pełną świadomość, że firma wypłaci jego rodzinie forsę tylko i wyłącznie w przypadku jego śmierci lub też jemu samemu, jeśli ma dodatkowe opcje np. poważne zachorowanie. Nie będę się nad tym rozwodzić, bo to nic przyjemnego i tak wszyscy wiedzą, o co chodzi. Drugi produkt to czysta inwestycja w postaci różnego rodzaju funduszy. W tej chwili nieistotne, jakich. I w ten sposób unikamy wszelkich pułapek polis typu mix. Klient wie ile i za co płaci. Może kontrolować swoje inwestycje, między innymi poprzez możliwość przenoszenia środków między funduszami inwestycyjnymi o różnym ryzyku. Jak dochodzi do wniosku, że nie potrzebna mu polisa życiowa, bo nie zależy mu aby ktoś dostał pieniądze po jego śmierci, bo kupił już sobie trumnę opłacił tzw. plac na cmentarzu i stworzył rezerwę w banku na opłacenie grabarzy i księdza, to przestaje płacić za polisę terminową. Nic się w związku z tym nie dzieje i fakt ten nie rujnuje w żaden sposób jego planów inwestycyjnych, bo te są realizowane w ramach odrębnego produktu. Proste, klarowne i uczciwe. Ale mam też takich klientów, którzy przychodzą do mnie z prośbą o zawarcie prostego życiowego autocasco, czyli wspomnianej wyżej polisy terminowej. Muszą mieć takie ubezpieczenie a inwestuję gdzie indziej. I muszą je mieć przez dziesięć lat. Mają pełną świadomość, że nic na tej polisie nie zarobią. Jeśli przeżyją następny rok, za który zapłacili składkę to firma po prostu ją sobie zabierze. Proponuję im wtedy taki układ. Ma Pan do opłacania składkę w takiej oto wysokości przez najbliższych dziesięć lat. Nic Pan z tego nie będzie miał, bo jeśli Pan przeżyje moja firma zabierze sobie tę składkę w całości. Gdyby zdecydował się Pan płacić nieco więcej to po paru latach na Pana koncie pojawi się suma równa wysokości wpłaconych składek, a jeśli zdecyduje się Pan kontynuować to ubezpieczenie zacznie Pan na nim zarabiać. I niech mi ktoś mi powie, że nie jest to uczciwa propozycja. Wszystko zależy od tego czy klient ma pełną świadomość, za co płaci. Mam wrażenie, że większość ubezpieczonych, dzięki radosnej twórczości swoich agentów ma nadal złudne wrażenie, że dzięki swojej polisie zarabia kokosy a swoje ostatnie lata spędzą we własnym bungalowie na Bahamach. PS Panie Wojtku w sprawie dalszej korespondencji polecam mój adres albert001@operamail.com
Komentarze (5)
NIEBOSZCZYCY NIE CZYTAJĄ LISTÓW
 Oceń wpis
   
Mój ojciec, Antoni Brand, zmarł drugiego stycznia 1995 roku. Nie pozostawił adresu, pod który można by kierować korespondencję. Jednakowoż postanowiłem odbierać jego pocztę, zarówno tę pisaną na papierze jak i skrzynkę mailową. Nie spodziewałem się zbyt wielu informacji, ponieważ razem z moją siostrą skrupulatnie powiadomiliśmy bank mojego ojca, jego agenta ubezpieczeniowego jak również wszelkie inne możliwe instytucje, że właśnie straciły swojego klienta. Myślisz pewnie, że zawiadomienie o śmierci definitywnie przerywa dostarczanie korespondencji do nieboszczyka ze strony wyżej wymienionych, szacownych firm. Jeśli myślisz, że tak jest, jesteś rzeczywiście głupszy niż myślałem. Pewne instytucje sądzą, że fakt śmierci ich klienta absolutnie nie zwalnia ich od dalszego korespondowania z nieboszczykiem i wykazują pełną determinację aby czynić to dalej, niezależnie od okoliczności. W związku z tym mój nieżyjący ojciec nadal otrzymywał nadal listy na swój były adres. Na obecny korespondencji nie było. Pierwszy list, z nadzieją na odpowiedź zza grobu, nadszedł z jego banku. R22;Szanowny Panie Nasze zestawienia wykazują, że na Pana koncie przekroczony został limit dopuszczalnego salda debetowego. Wszelkie próby telefonicznego kontaktu z Panem nie przyniosły rezultatu. W związku z powyższym pobraliśmy automatycznie kwotę 120 zł z Pana konta. Prosimy, aby w przyszłości kontrolował Pan bardziej starannie przesyłane przez nas zestawienia. Z poważaniem Robert Money Final BankR21; A oto nasza odpowiedź: R22;Szanowni Państwo. Powiadamiamy ponownie, że nasz ojciec, Antoni Brand, zmarł drugiego stycznia 1995 roku. Nie jest, więc, możliwe, aby przekroczył limit debetu na swoim koncie. Prosimy o zamknięcie jego konta i dokładniejsze czytanie przesyłanej do Waszego Banku korespondencji. Z poważaniem Albert BrandR21; Kilka dni później otrzymaliśmy list z Firmy Ubezpieczeniowej mojego taty, którą wcześniej powiadomiliśmy o jego śmierci i sprzedaży samochodu. R22; Szanowny Panie Z przykrością informujemy, ze nie odnotowaliśmy na naszym koncie wpłaty drugiej raty składki za ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej Pana samochodu. Brak wpłaty składki skutkuje koniecznością skierowania sprawy na drogę windykacji. W związku z tym prosimy o natychmiastową wpłatę poniższej kwoty na podane przez nas konto. Z poważaniem Towarzystwo Ubezpieczeniowe R22;AllstarsR21; Do firmy R22;AllstarsR21; R22;Przypominamy ponownie, że nasz ojciec nie żyje od stycznia 1995 roku a jego pojazd został sprzedany. W związku z tym szansa, że spowoduje on jakąkolwiek kolizję jest minimalna. Prosimy o anulowanie polisy naszego ojca i bardziej skuteczne prowadzenie rejestru Waszych klientów. Z poważaniem Albert BrandR21; Następnie nadszedł mail na skrzynkę internetową: R22;Proszę o przychylne przyjęcie mojej oferty. Jestem agentem ubezpieczeniowym i zajmuję się doradztwem inwestycyjnym w oparciu o parapsychiczną analizę fal mózgowych moich klientów na odległość. Proszę Pana o pilny kontakt, ponieważ, dostałem właśnie sygnał, że spośród wielu analizowanych przeze mnie przypadków, czeka pan niewiarygodna prosperity finansowa w najbliższej przyszłości. W związku z tym proszę o telefon na moją bezpłatną infolinię 0800 000 000 abym mógł Panu przekazać, w jaki sposób wykorzystać niepowtarzalną szansę inwestycyjną, jaka stanęła przed Panem. Z poważaniem Stefan BrainwaveR21; R22;Szanowny Panie Brainwave Mój ojciec z ubolewaniem informuje Pana, że nie jest w stanie zadzwonić na Pana infolinię 0 800 000 000. Jestem przekonany, że jako człowiek obdarzony darem odczytywania ludzkich fal mózgowych na odległość, powinien Pan wiedzieć, ze mój ojciec jest już nieboszczykiem i że umarł trzy tygodnie przed wysłaniem maila z Pana ofertą. Znając mojego ojca, jestem głęboko przekonany, że byłby naprawdę zachwycony gdyby mógł skorzystać z Pana propozycji. W związku z tym sugeruję, aby kontaktował się z moim tatą osobiście, co przy Pana predyspozycjach nie powinno stanowić problemu. PS. Gdyby udało się Panu skontaktować z moim ojcem proszę mu przypomnieć, aby zapłacił ratę składki za ubezpieczenie samochodu. Z poważaniem Albert BrandR21; Kilka miesięcy później otrzymałem korespondencję z banku prowadzącego rachunek karty kredytowej mojego ojca. R22;Szanowny Panie. Po przeanalizowaniu Pańskiego rachunku związanego z kartą kredytową stwierdziliśmy, że nie wniósł Pan opłaty umożliwiającej Panu korzystanie z kredytu w naszym Banku. W związku z tym prosimy o wniesienie w najbliższym terminie wyżej wymienionej opłaty na nasze konto lub tez kontakt z naszym oddziałem w celu renegocjacji warunków umowy. Polecamy nasze usługi w zakresie udostępniana kredytu. Z poważaniem Bank Credit FutureR21; A o to nasza odpowiedź: R22; Po raz trzeci informujemy Wasz Bank, że mój ojciec nie żyje od stycznia zeszłego roku. Jak sądzę, od tego czasu liczba transakcji dokonywanych przez niego za pomocą Waszej karty kredytowej musiała dramatycznie spaść. Nie sądzę, również, aby w przyszłości planował on znaczna liczbę transakcji płatnych wasza kartą. W związku z tym nie myślę, aby doszło do wpłaty przez niego minimalnej sumy odnawiającej kredyt. Jeśli jego kredyt został umieszczony w Waszym planie sprzedaży radziłbym poważnie wstrzymać oddech w oczekiwaniu na jego realizację. Z poważaniem Albert BrandR17; List nastepny: Wydział Windykacji Towarzystwa Ubezpieczeniowego R22;AllstarsR21; Szanowny Panie Przesyłamy Panu ostateczne wezwanie do zapłaty za ubezpieczenie OC właściciela pojazdu zawarte w naszej firmie. Brak wpłaty zaległej składki na podane niżej konto spowoduje skierowanie sprawy na drogę sądową. Z poważaniem Windykator TU Allstars Odpowiadamy, z tym, ze troszkę bardziej nerwowo: R22;Informowaliśmy uprzednio Waszą firmę a teraz po raz kolejny informujemy Wasz Dział Windykacji, że mój ojciec nie żyje. Jeśli nie żyje to znaczy, że jest nieżywy. Nieżywy. Nieżywy. Nieżywy. I szczerze wątpię, czy działania Waszych prawników są w stanie to zmienić. Proszę uaktualnić Wasze dokumenty. Albret BrandR21; Ale już po paru miesiącach: R22;Szanowny Panie Zwracamy uwagę, że nadal nie wnosi Pan opłat za prowadzenie konta w naszym Banku. Stan Pańskiego konta od dawna nie pozwala na pobieranie z niego tych opłat. Prosimy o pilny kontakt z najbliższym oddziałem naszego Banku, w celu omówienia sposobu uregulowania zaległości. Brak odzewu z Pana strony w wyżej wymienionej sprawie spowoduje skierowanie Pana sprawy na drogę windykacji sądowej oraz umieszczenie Pana danych w rejestrze niesolidnych dłużników.R21; R22;Piszę po raz czwarty do Waszego Banku, do czwartej z rzędu osoby, pod czwarty z kolei adres, że mój ojciec nie żyje od stycznia zeszłego roku. Od tego czasu obserwuję z mieszaniną zdumienia i rozbawienia, w jaki sposób prowadzicie interesy z moim nieżyjącym ojcem. Teraz próbujecie straszyć go, umieszczeniem na liście niesolidnych dłużników. Pewnie przewraca się teraz w grobie. Znając mojego ojca, wcale się nie zdziwię, jeśli spotkacie się z gwałtowną reakcją z jego strony i będzie straszył w waszym banku do końca jego dni. Mimo to sądzę, że umieszczenie go na liście niesolidnych dłużników ma głęboko w dupie. Sprawdźcie swoje rejestry i dokumenty. Z poważaniem Albert BrandR21; I na koniec po roku: Biuro Windykacji Towarzystwa Ubezpieczeń R22;AllstarsR21; R22;Szanowny Panie Informujemy z przykrością, że sprawa niezapłaconej przez Pana składki za ubezpieczenie OC została skierowania na drogę sądową Wpłacenie stosownej kwoty na nasze konto w terminie trzech dni od daty otrzymania niniejszego wezwania spowoduje wycofanie sprawy z Sądu. Odpowiedź: Szanowni Państwo sugerujemy kontakt z naszym ojcem w sprawie zaległości w Waszej firmie poprzez bezpłatną infolinię 0 800 000 000 Pana Roberta Brainwave.R21; Minęło kilka miesięcy i przestałem otrzymywać korespondencję do mojego nieżyjącego ojca od wszystkich wymienionych firm. I w sumie nie wiem, co myśleć. Albo w końcu uwierzyli, że mój ojciec naprawdę nie żyje albo wszyscy ci korespondenci sami pomarli i teraz otrzymują korespondencję w podobnym stylu. Wasz Albert
Komentarze (3)
Złodziejstwo czy aby na pewno i do końca
 Oceń wpis
   
Korespondentka o nicku R22; WkurzonaR21; przysłałam poniższego posta: R22;Ja właśnie zrezygnowałam z polisy dla dziecka "dobry start" i co się okazuje im wcześniej zrezygnujesz tym lepiej, bo przez 5 lat wpłaciłam 7.400, a dostałam 2.280. Czyli gdybym zrezygnowała w ciągu dwóch lat nic bym nie dostała, ale koszty byłyby mniejsze, bo straciłabym "tylko" około 3ooo. To jest złodziejstwo. Agent zapewniał, że po 2 latach można zrezygnować a koszty są niewielkie.R21; Szukałem tego R22;dobrego startuR21; i znalazłem taki produkt firmy jednoznacznie kojarzonej z psem bernardynem, która reklamując ten R16;startR21; pisze: R22;Zabezpieczasz przyszłość swojego dziecka w szwajcarskim towarzystwie ubezpieczeniowym o 130 letniej tradycji i stabilnej sytuacji finansowej.R21; Że oni mają stabilną sytuację finansową to ja się w ogóle nie dziwię zważywszy na to ile pobrali forsy od Pani R22;WkurzonejR21; a ile jej wypłacili. I tak to jakiś cud, że korespondentka w słowie R22;wkurzonaR21; nie zastąpiła literki R22;zR21; literkami R22;wiR21;. Wcale bym się nie zdziwił. Widocznie jest dobrze wychowana. Ja też kiedyś byłem dopóki nie zostałem agentem ubezpieczeniowym. ALE!!! Spróbuję wyjaśnić skąd biorą się różnice miedzy sumą wpłaconych składek a stanem konta klienta. TO CO TERAZ NAPISZĘ DOTYCZY MECHANIZMU DZIAŁANIA WSZYSTKICH TERMINOWYCH POLIS ŻYCIOWYCH Z FUNDUSZEM KAPITAŁOWYM. Polisa edukacyjna, czy posagowa czy jak ją tak zwał, to dość powszechny produkt ubezpieczeniowy, funkcjonujący w wielu firmach. To typowy produkt typu mix, czyli dwa w jednym, podobnie jak inne produkty indywidualne. Ubezpieczenie życiowe, które ma zapewnić dziecku, które jest uposażonym, środki do życia w przypadku śmierci Ubezpieczającego oraz, jeśli Ubezpieczający przeżyje do dnia wskazanego w polisie jako dzień wypłaty, świadczenia, zapewnia młodemu pieniądze na naukę, ślub lub inne sprawy istotne dla kogoś, kto wchodzi w nowe, dorosłe życie. Niezależnie od firmy, agenci, którzy reklamują ten produkt jako inwestycyjny oszukują klientów. To produkt przede wszystkim ochronny. Oznacza to tylko tyle, że stan konta ubezpieczającego wyrównuje się z kwotą wpłaconych składek po kilku latach. Po ilu? To zależy od tego, jaka była wysokość składki w stosunku do wysokości sumy ubezpieczenia oraz sumy gwarantowanej wypłaty w przypadku dożycia ubezpieczającego do końca trwania umowy. Czyli im niższa składka proponowana przez firmę przy danej sumie ubezpieczenia i gwarantowanej wypłacie, tym ten okres wyrównywania się sumy wpłaconych składek ze stanem konta klienta będzie dłuższy. W sytuacji wspomnianego R22;Dobrego startuR21; różnica wydaje się drastyczna, ale nie wiem jaką sumę ubezpieczenia zaproponowała wiodąca szwajcarska firma przy składce około 150 zł miesięcznie. Trzeba otwarcie napisać i tłumaczyć klientom, że kilkuletnie oczekiwanie na wyrównanie stanu konta z wpłaconymi składkami jest nieuniknione. Dlaczego tak jest? Po pierwsze, firma ubezpieczeń zawierając umowę z klientem wchodzi w wysokie ryzyko ubezpieczeniowe. Czyli za wpłaconą składkę w wysokości np. tych 150 złotych, po akceptacji medycznej wniosku, ubezpieczyciel zobowiązuje się do wypłaty kilkudziesięciotysięcznego świadczenia po zakończeniu okresu trwania umowy nawet wtedy , jeśli nasz klient zdąży zapłacić tylko jedną składkę, po czym trafi go apopleksja, czego nikomu nie życzę. Wynika jasno z tego, że w pierwszych latach okresu ubezpieczenia zdecydowaną większość wpłaconych składek firma ubezpieczeń zabiera na minimalizację swojego ryzyka, które spada wraz z każdą wpłaconą składką. Ponadto, istnieją inne, istone koszty polisy: opłaty administracyjne, wysoka prowizja agenta, menadżera, dyrektora, itp. Jeżeli prowizje te to kilkadziesiąt procent, z tendencją do skonsumowania prawie całej pierwszej składki rocznej w niektórych firmach, to ciężko potem nadrobić zyskami z inwestycji te pierwsze straty. Stąd żadna polisa nie ma wartości wykupu przez pierwsze dwa lata. Najwięcej tracą, więc ci, którzy zrywają polisy w pierwszych latach trwania ubezpieczenia. Wiele firm, tych przyjaznych dla klientów rozkłada koszty wstępne, o których mowa powyżej, na wszystkie lata ubezpieczenia. Jeśli ktoś zrywa polisę to wszystkie te koszty są natychmiast odliczane od sumy wypłaty. Więc, bez żadnego paradoksu, ten, który opłaca polisę ma na koncie więcej pieniędzy niż dostanie, jeśli zerwałby tę polisę w danym momencie. Oczywiści omawiana dysproporcja powinna mieścić się w granicach fundamentalnej przyzwoitości, żeby nie było tak jak z tym dobrym startem, który okazał się być generalną klapą. Polisy terminowe przynoszą największy zysk w ostatnich latach swojej egzystencji, kiedy ryzyko firmy ubezpieczeń związane ze śmiercią ubezpieczonego jest minimalne bądź żadne w związku z sumą wpłaconych składek. Większość nieporozumień, delikatnie rzecz ujmując, czy też wkurzeń, wynika stąd, że agenci wprowadzają w błąd klientów koncentrując swoje prezentacje na aspekcie inwestycyjnym polisy i gigantycznych zyskach, zamiast wskazywać na istotniejszy moim zdaniem aspekt ochronny. Najważniejszy jest, moim zdaniem, moment wyrównania stanu konta klienta z sumą wpłaconych składek. Warto zwrócić uwagę klientowi, że w tym momencie może powiedzieć, że otrzymał od firmy ubezpieczeń polisę życiową darmo. Wyobraźmy sobie liczbę wniebowziętych klientów, których firma ubezpieczeń, informuje: R22;Szanowny Panie miło nam poinformować, że po dziesięciu latach ubezpieczania w naszej firmie autocasco Pana samochodów zwracamy Panu całą sumę wpłaconych składek, ponieważ w tym okresie nie odnotowaliśmy żadnych szkód na Pana koncieR21;. Ubezpieczenie życiowe człowieka różni się od samochodowego autocasco jedynie w aspekcie moralnym. Gdyby prawo pozwalało do autocasco przywiązywać fundusze kapitałowe, efekt byłby identyczny. Także, droga R22;WkurzonaR21;,choć solidaryzuję się z Panią w tym wkurwieniu, sorry, wkurzeniu, złodziejstwem tego bym nie nazwał, najwyżej przekroczeniem zasad kupieckiej przyzwoitości.
Komentarze (3)
Hotelowa miłość czyli po co ci ubezpieczenie OC
 Oceń wpis
   
OC hit ubezpieczeniowy ostatnich dni. Zastanawiam się co się dzieje. Czy ludzie tak zmądrzeli, czy tez zostali przymuszeni przez warunki zewnętrzne. Na pewno rośnie świadomość prawna społeczeństwa, w tym również ludzi biznesu. Na pewno rynki zewnętrzne wymuszają konieczność ubezpieczania się firm w zakresie odpowiedzialności cywilnej zgodnie z zasadą, wedle której, jak nie masz ubezpieczenia OC to my od ciebie nie kupujemy. Kodeksy cywilne wszystkich cywilizowanych Państw, w tym nawet Polski, określają wyraźnie: jeśli wyrządziłeś komuś szkodę to musisz ją naprawić. I nie ma generalnie znaczenia czy zrobiłeś to świadomie czy nieświadomie. Tym razem coś o OC zwykłego obywatela, czyli R22;OC w życiu prywatnym". Liczba roszczeń, z jakimi występują osoby prywatne i firmy wobec zwykłych zjadaczy chleba nie jest jeszcze zbyt wielka, ale ewidentnie będzie rosnąć między innymi dzięki cichej kampanii prowadzonej przez różnych przedstawicieli zawodów prawniczych pod ogólnym hasłem R22; miałeś szkodę napisz do nasR21;. Składki są symboliczne, bo to kilkadziesiąt złotych na rok a spokój święty się bardzo liczy. Jeśli nie ubezpieczysz się od kradzieży to jeśli wyniosą ci telewizor, trochę elektroniki czy płyt to po jakimś czasie to sobie odkupisz. Pomyśl sobie, co będzie, jeśli nagle ktoś wystąpi do ciebie z roszczeniem o znaczną kwotę a ty będziesz musiał zapłacić choćby nie wiem co, bo jeśli nie, to będziesz miał na karku sąd i komornika. Pamiętaj przy tym, że taka polisa zapewnia ci również obsługę prawną, tzn. firma ubezpieczeń daje do dyspozycji swoich prawników, ponosi koszty procesowe a ty tylko zasłaniasz się polisą jak tarczą przed strzałami przeciwnika. Jak to jest możliwe? Opiszę kilka sytuacji, w których moi klienci zostali uratowani przez polisę OC w życiu prywatnym a ty zastanów się nad tymi przykładami. Twój, zakochany pierwszy raz w życiu, syn wjechał na rowerze na skrzyżowanie przy czerwonym świetle. Samochód Volvo nie chcąc przejechać małoletniego skręcił gwałtownie w prawo i uderzył w przejeżdżającego Mercedesa. Straty oceniono na 43 000 żł. Masz tyle na koncie? Na oblodzonym chodniku przed Twoim domem jakiś nieszczęsny agent ubezpieczeniowy złamał sobie nogę. Koszty leczenie plus utracone z powodu unieruchomienia przychody plus zniszczona kurtka wyniosły 5600 zł. Twoja ukochana udała się tobą na parapetówkę do twojego, nieźle nadzianego kumpla w całkiem nowych szpilkach od Armatniego. Nie dosyć, że podziabała mu szpilkami nowiutki parkiet z afrykańskiego drewna tropikalnego, to pod koniec imprezy udało jej się wlać całkiem solidnego drinka do kina domowego Harman Kardona a na koniec w geście desperackiej rozpaczy zrzucić na podłogę , tę wcześniej podziabaną, chińską rzeźbę z dynastii Ming. Straty - 62 000 zł. Twoja urocza pięcioletnia pociecha o imieniu Henio, której wspaniałomyślnie pozwoliłeś kierować wózkiem w superrakiecie straciła nagle panowanie nad pojazdem i wjechała w dwie półki najdroższymi alkoholami. Straty w stłuczonych koniakach dobrej klasy i markowych whisky dzielna załoga sklepu wyliczyła na 8600 zł. I nie mów mi, że satysfakcjonuje cię to, co zdołałeś wypić z rozbitego szkła i podłogi. Po wykonaniu kilku zgrabnych ewolucji i nieudanej próbie hamowania wjechałeś w grupę turystów stojących przed barem na stoku narciarskim a następnie po eleganckim piruecie udało ci się wpaść do środka demolując wnętrze lokalu łącznie z barem. Straty w zniszczonym sprzęcie narciarskim, zwrot kosztów za nieudany urlop poszkodowanych i kontuzjowanych narciarzy oraz zdemolowany lokal to tylko 46000 zł. Na pewno stać cię, żeby wysupłać taką kwotę i zapłacić od ręki. Myślę, że wystarczy. Nie będę się rozpisywał o tak banalnych szkodach jak zalanie mieszkania sąsiadowi, doszczętne zalanie hotelu przez wodę przelewającą się z wanny, o której zapomniałeś z powodu nagłego przypływu ciepłych uczuć do pozostawionej w hotelowym łożu narzeczonej, wybiciu witryny sklepowej swoją okazałą teczką, za pomocą której opędzałeś się od stada atakujących cię os, o szkodach pożarowych spowodowanych przez nieszczęśników umysłowych, którzy nadal kopcą papierosy nie chcę nawet wspominać, podobnie jak rozmaitych nieszczęściach spowodowanych przez naszych czworonożnych pupili jak również stadzie gości zatrutych salmonellą na twoim przyjęciu tortem, upieczonym przez twoją szacowną współtowarzyszkę życia. To wszystko powinno cię skłonić do przemyślenia i podjęcia decyzji czy nie warto jednak kupić sobie polisy OC.
Komentarze (3)
Nocne rozmowy czyli zaufanie do agenta
 Oceń wpis
   
Wakacje się skończyły. Pora wrócić do pracy. I do pisania. Moi czytelnicy pytają czy to już koniec. Nic z tych rzeczy. Wyjechałem dość daleko, żeby odpocząć od tego syfu. A tu lawina telefonów. Lubię jak do mnie dzwonią, bo z tego są pieniądze. Sam nie wydzwaniam już od dawna. Jak patrzę na telefon to słabo mi się robi. Ludzie mają swojego agenta i dzwonią do ciebie w nocy, że auto mu się zepsuło a on nie pamięta numeru do asssinstance. Ma na szybie, ale nie pamięta, że ma na szybie. To mu mówię, że ma na szybie. R22;Na której?R21;R22;Nie wiem gdzie Pan przykleił. Wszyscy przyklejają na przedniejR21;.R21;Ale tak się składa, że przedniej szyby nie ma.R21; R22;A gdzie jest?R21; R22;Nie widzę bo jest ciemno. Gdzieś wypadła, chybaR21; Współczuję i życzę powodzeniaR21; i podaję mu ten numer i idę spać w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Dzwoni do mnie gośc, że urwał mu się przegub. Pytam się gdzie. No, na przodzie. To ja mu mówię, R22; Wiem, że na przodzie, bo z tyłu nie ma. Pytam się gdzie Pan jest?R21; R22; No pod ParyżemR21; R22;No i co w związku z tym?R21; R22;No to czy wy mnie przyholujecie do Polski?R21; R22;No pewnie , z tym, że na Pana kosztR21;. R22;To co ja mam zrobić?R21; R22; Naprawiaj Pan samochód i wszystkoR21;. Możemy Pana sholować do warsztatuR21;. R22;No to ja poproszęR21;. R22;Dzwoń Pan do assistanceR21; Facet zadzwonił, doholowali go do warsztatu, jak się dowiedział, że ma zapłacic 770 euro to dojechał na tym rozpieprzonym przegubie do Polski. Jechał trzy dni bo nie mógł przekraczać 50 na godzinę. Polak potrafi. Jak jesteś długo agentem to musisz liczyć się z tym, że twoi klienci będą do ciebie dzwonić z prośbą o pomoc o ile mają do ciebie zaufanie. Do mnie chyba mają bo dzwonią bez przerwy. Taki los agenta. Ale z tego są pieniądze.
Komentarze (0)
Namolni nudziarze czyli solidarność z rekinem
 Oceń wpis
   
O czym mówią agenci, kiedy nie pracują? Zazwyczaj o pracy. Zasadniczo nie mówią o niczym innym. Bo oni zawsze pracują. Pewnej kobiecie lekarz powiedział, że pozostało jej trzy miesiące życia. „I co ja mam zrobić doktorze?”. „Niech Pani wyjdzie za agenta ubezpieczeniowego”. „Czy to mi przedłuży życie?”. Nie, ale będzie się Pani wydawało, że te trzy miesiące to cała wieczność”. I coś w tym jest. Zmieniłem kiedyś mieszkanie i zaczęły się pielgrzymki sąsiadów, którzy chcieli koniecznie poznać nowego współlokatora. Miałem tego serdecznie dosyć, więc wywiesiłem na drzwiach anons” AGENT UBEZPIECZENIOWY. Ubezpieczenia życiowe.” Od tego czasu nikt mnie nie odwiedził a poniektórzy przestali mi nawet mówić dzień dobry. Agent może zamęczyć najbardziej cierpliwego klienta. Poważny biznesmen zgodził się na spotkanie z agentem ubezpieczeń życiowych. „Wie Pan, może się Pan czuć wyróżniony, moja sekretarka odmówiła dziś spotkania siedmiu agentom, którzy do mnie dzwonili”. „Wiem, bo to byłem ja”. Namolni nudziarze? Nie, zdesperowani biedni ludzie, którym perspektywa braku sukcesu i pieniędzy odbiera rozsądek. Pewna klientka, z którą spisałem umowę po kilkunastu minutach rozmowy w trakcie pierwszego spotkania powiedziała mi, żebym nie myślał sobie, że jestem taki dobry. „Po prostu, miałam dosyć kretyna, który wydzwaniał do mnie po kilka razy dziennie, a Pan był dosyć powściągliwy i dosyć konkretny. Marzyłam o tym, żeby powiedzieć temu idiocie, że już zawarłam umowę, żeby się ode mnie odczepił”. Jeśli będziesz męczył klienta prze trzy godziny i wymądrzał się tak, że poczuje się gorszy od ciebie, nigdy wżyciu się u ciebie nie ubezpieczy. Złą markę agentom robią namolni idioci, którzy trzymają się jednego czy kilku klientów i zatruwają im życie. Ostatnio powiedziałem pewnej Pani, która sporo wiedziała o ubezpieczeniach życiowych, bo przećwiczyła sporo agentów z różnych firm, że mi nie zależy, bo zarabiam sporo i nie mam zwyczaju dzwonić do klientów po raz drugi. Zdziwiła się mocno, bo pewnie miała podobne doświadczenia jak większość i podpisała wniosek w trakcie pierwszego spotkania. Chętnie odpowiadam na telefony i spotykam się ponownie, aby wyjaśnić wątpliwości, ale nie dzwonię, jak głupi i nie męczę klientów. Uważam, że należy ich przekonać w trakcie pierwszego spotkania. Potem to już tylko droga prze mękę. Nie odbiega od prawdy puenta dowcipu, w którym agent ubezpieczeń życiowych wypadł za burtę statku wycieczkowego. Uprzykrzał życie pasażerom, którzy chcieli wypocząć oraz załodze od początku rejsu. Pływał i wrzeszczał i nikt nie rzucił mu koła ratunkowego. Podpłynął do niego sześciometrowy rekin spojrzał mu w oczy pomachał ogonem i odpłynął. „ Tato” krzyknął młody człowiek, „to chyba cud boski, jak to możliwe?” „ To żaden cud synu, to zwykła solidarność zawodowa”. I na koniec opowieść, której puentę zwykle opowiada się jako dowcip o agentach. A cała historia brzmi tak: Waldemar, agent będący od wielu lat na topie list sprzedaży swojej firmy postanowił odejść na emeryturę. Jego przyjaciel, Remigiusz, w trakcie pożegnalnego przyjęcia podchodzi do niego i mówi ”Waldek, chłopie, od wielu lat zadaję ci to samo pytanie, a ty odmawiasz mi odpowiedzi. Teraz odchodzisz na emeryturę, więc może wreszcie mi powiesz, w jaki sposób sprzedajesz od lat tak wiele polis życiowych?” „Masz rację, Remigiusz, mam pewną tajemnicę i myślę, że jesteś najlepszą osobą, której mogę ją zdradzić.” Podekscytowany Remek pyta: ”No, więc, co to jest?”. Waldek zapalił papierosa i zbliżył swą twarz do twarzy Remigiusza. „Więc zanim przedstawię klientowi korzyści z naszej polisy i uświadamiam mu obowiązki, jakie powinien mieć wobec swojej rodziny…” „ Waldek, my wszyscy mówimy to klientom,” przerywa Remigiusz,” tego nie musisz mnie uczyć”. „Nie podniecaj się tak, Remek, daj mi skończyć”. „Przepraszam Waldek”. Waldemar podniósł głos, aby zagłuszyć odgłosy przyjęcia i mówi” Wiesz, w trakcie rozmowy z klientem często przyglądam mu się uważnie i pytam czy czuje się dobrze. Jeśli odpowiada, że tak, uśmiecham się z lekkim rozbawieniem i powątpiewaniem, ale nadal przyglądam mu się uważnie okazując troskę, pytam czy na pewno nie chciałby szklanki wody”. „ To naprawdę ciekawe. I to rzeczywiście działa?”, pyta Remigiusz. „Prawdę powiedziawszy niespecjalnie” odpowiada Waldemar „Ale następny krok jest niezawodny, działa prawie za każdym razem”. Przestań robić sobie jaja ze mnie, Waldek, jaki jest następny numer?” „ Następny krok jest taki. Mówię; Jest już późno, więc nie chciałbym zmuszać Pana na siłę do podejmowania pochopnej decyzji. Proszę się z tym przespać, a kiedy obudzi się Pan rano, proszę do mnie zadzwonić i poinformować mnie, co Pan postanowił”
Komentarze (2)
Przywary agentów czyli śmiesznie lub smutno, jak kto woli
 Oceń wpis
   
Jak już kiedyś pisałem agenci ubezpieczeniowi szczególnie firm życiowych są w wielu krajach, szczególnie w Ameryce, ale również w naszym kochanym kraju postrzegani fatalnie. Katalog ich przywar jest bardzo długi. Żeby je opisać posłużę się serią dowcipów agentach i innych pracownikach firm ubezpieczeniowych. Dzisiaj zajmę się przysłowiową głupotą tychże. Niepozorny facet siedzi w barze i po kilku drinkach pyta gościa siedzącego obok: „Chce Pan usłyszeć dowcip o agencie ubezpieczeniowym?” „Spójrz na mnie” odpowiada klient. „Ważę sto kilo, mam metr osiemdziesiąt pięć wzrostu i jestem agentem ubezpieczeniowym. Ten obok mnie, waży sto dziesięć kilo, ma metr dziewięćdziesiąt i też jest agentem ubezpieczeniowym, ten trzeci to też nasz kolega, tylko, że on ma dwa metry i waży sto trzydzieści kilo. Czy nadal chcesz opowiadać dowcip o agentach ubezpieczeniowych?” ‘Nie” odpowiada facet, „bo nie chcę go powtarzać trzy razy”. Supergeniusz przychodzi do lekarza i mówi: ”Wie Pan doktorze mam potworne kłopoty z komunikowaniem się z ludźmi, ponieważ jestem dla nich za mądry i za inteligentny. W związku z tym nie mogę znaleźć z nikim płaszczyzny porozumienia i dlatego czuję się strasznie nieszczęśliwy, samotny i tracę chęć do życia. Doktor przeprowadził szereg testów i stwierdził, że facet ma iloraz inteligencji ponad 250 punków. Mówi, więc, do pacjenta: ‘Rzeczywiście Pana rozum i inteligencja jest na takim poziomie, że może Pan mieć kłopoty z porozumiewaniem się z innymi ludźmi. Mam tu jednak taką maszynę, za pomocą której mogę Panu obniżyć iloraz inteligencji do jakichś 160 punktów. Będzie Pan nadal mądry i inteligentny, ale będzie Pan mógł normalnie komunikować się z innymi i na pewno będzie Pan szczęśliwy. Supergeniusz wyraził zgodę i doktor wsadził go od maszyny, która zaczęła obniżać mu inteligencję. Niespodziewanie, do lekarza zadzwoniła żona z awanturą, doktor tak się zaperzył, że zapomniał o pacjencie umieszczonym w maszynie. Kiedy odłożył wreszcie słuchawkę z przerażeniem stwierdził, że na mierniku inteligencji widnieje 75 punktów. Wyciągnął go z maszyny i pyta: „Jak Pan się czuje?” Pacjent nie odzywa się i gapi się bezmyślnie na doktora. Ten potrząsa nim i mówi” No powiedz Pan coś na Boga”. A były geniusz pyta: „Czy nie byłby Pan zainteresowany zakupem polisy na życie?” Trzech ludzi zostało skazanych na gilotynę. Pierwszy z nich wszedł na szafot położył głowę, kat pociągnął za linę, nóż spadł na dół, ale zatrzymał się kilka centymetrów od szyi skazanego. Kat ogłosił, że zgodnie z prawem tego kraju, jeśli skazany uniknie śmierci na skutek wady gilotyny zostaje ułaskawiony. Mężczyzna odszedł wolny, na jego miejsce wszedł następny i sytuacja się powtórzyła, gilotyna nie spadła, kat ułaskawił skazanego i ten został uwolniony. Wtedy na gilotynę wprowadzono agenta ubezpieczeniowego. Ten podchodzi do kata i mówi: ”Słuchaj, chyba wiem, na czym polega problem z tą waszą maszyną.” Do restauracji wchodzi menadżer firmy ubezpieczeniowej z dwoma swoimi agentami. Siadają, podchodzi kelner i pyta menadżera: ”Co Pan zamawia?”. „Wezmę stek” „A co z warzywami?” pyta kelner.” Też będą jedli steki”. Rada Konfucjusza dla agentów ubezpieczeniowych: „Nigdy nie dyskutuj z klientem, który jest idiotą. Sprowadzi Cię do swojego poziomu a potem przekona swoimi argumentami.” I na koniec dowcip, który pokazuje, że agenci ubezpieczeniowi może i są głupi, ale swój rozum mają. W związku z ogólnokrajową weryfikacją agentów ubezpieczeniowych wprowadzono dla nich obowiązek wypełnienia bardzo trudnych testów sprawdzających ich wiedzę. Na wypełnienie testu agenci mieli określony limit czasowy – jedną godzinę. Pierwszego dnia testów pół godziny po czasie do centrum testowego wpada agent. Prowadzący badanie administrator zauważa zimno” Nigdy nie zdąży Pan wypełnić tego testu w wyznaczonym czasie.” Agent odpowiada.” Niech Pan mi da ten test. Ja na pewno zdążę”. Administrator pokręcił sceptycznie głową, ale dał test agentowi. Czas na wypełnienie testu minął a agent nadal nie był gotowy. Jakieś pół godziny po czasie odniósł wreszcie wypełniony test administratorowi, który siedział przy stole zasłonięty stertą wypełnionych testów i ze spokojem sprawdzał kolejne prace.„Wiedział Pan, że jest limit czasowy, więc to, że wypełnił Pan test nie zmienia faktu, że nie będzie on przyjęty” stwierdził z przekąsem prowadzący. „Czy Pan wie, kim ja jestem?”. Odpowiedział agent. „Nie” odrzekł administrator. „CZY PAN WIE, KIM JA JESTEM?!!!” Zapytał bardziej dobitnie agent. ”Nie wiem i w ogóle mnie to nie interesuje” odparł lekko poirytowany administrator. ”To dobrze” powiedział agent, wsunął swój test w środek sterty innych wypełnionych testów i z godnością opuścił pomieszczenie. I to było na tyle
Komentarze (1)
Odmowa czyli niekoniecznie oszustwo
 Oceń wpis
   
No i co teraz. Napisał mi jakiś miły gość, że mu zimne dreszcze po plecach przebiegają jak czyta mojego bloga. I dobrze, bo lepiej, żeby mu przebiegały teraz niż po tym jak się ubezpieczy i z drżeniem serca będzie czekał czy mu się coś kiepskiego wydarzy czy też nie. W niektórych przypadkach zalecałbym dać na mszę, żeby coś się nie stało zamiast tracić forsę na składkę w niektórych firmach. Generalnie wiele osób uważa, że firmy ubezpieczeniowe to oszuści, którzy kradną składki klientom i nie płacą odszkodowań. Paradoks polega na tym, że jak się zapyta takiego delikwenta, dlaczego się w takim razie ubezpiecza, skoro nie oczekuje odszkodowania odpowiada, że może jednak jemu wypłacą, że może się uda jednak coś odzyskać. Powstaje, zatem, pytanie, dlaczego firmy ubezpieczeniowe nie płacą czasem odszkodowań, czyli jest zdarzenie ubezpieczeniowe zwane szkodą a firma odpowiada odmownie. Firmy nie płacą generalnie z dwóch powodów: bo nie mogą lub nie muszą. Kiedy nie mogą? Jeśli prawo zabrania wypłaty w określonych warunkach. Większość ludzi wyobraża sobie, że ogólne warunki ubezpieczeń wymyślają sobie firmy w taki sposób, żeby nie płacić odszkodowań. Nic bardziej błędnego. Wszystkie warunki musza być generalnie zgodne z dwoma podstawowymi aktami prawnymi, czyli Kodeksem Cywilnym i Ustawą Ubezpieczeniową. I warunki żadnej firmy nie mogą pozostawać w sprzeczności z nimi. Należe pamiętać, że każda firma ma co rok zewnętrzny audyt i podlega kontroli Komisji Nadzoru Finansowego. Mówi mi facet: „Patrz Pan, jacy złodzieje, spóźniłem się jeden dzień ze składką, ukradli mi furę i nie chcą zapłacić. Nie tyle nie chcą, co nie mogą, bo ubezpieczenia majątkowe takie jak AC wygasają w dzień po terminie wymagalności składki i firma nie może zapłacić, choćby nie wiem co. W pewnych nielicznych sytuacjach ubezpieczycie może wykonać tzw. gest handlowy, czyli wypłacić odszkodowanie mimo, że de facto w świetle warunków nie należy się ono ubezpieczonemu. Stosuje się to rzadko dla bardzo ważnych klientów w sytuacjach nieco niejasnych. Wypłata z tytułu gestu handlowego obciąża konto zysków, bo nie może stanowić kosztu firmy, więc jest stosowana rzadko i tylko dla bardzo ważnych klientów. Chociaż słyszałem o paromilionowych gestach handlowych, kiedy klient wpłaca do firmy ogromne składki. Nie wiem czy to prawda a każdym razie poważne plotki. Czyli jeśli roszczenie jest sprzeczne z prawem kodeksowym, szansa na wypłatę jest żadna, bo nikt nie chce popadać w konflikt z prawem. Kiedy firma nie musi wypłacić? Wtedy, kiedy ma miejsce sytuacja, w której zachodzą pewne podejrzenia co od okoliczności zdarzenia będącego przyczyną szkody. W warunkach wielu firm jest mowa o tzw. przyczynieniu się do szkody. Np. firma zastrzega sobie, że jeżeli kierowca pojazdu w momencie spowodowania wypadku przekroczył szybkość o więcej niż 30 kilometrów na godzinę może nie wypłacić odszkodowania. Katalog przyczynień jest znacznie dłuższy, np. wyprzedzanie na pasach – stanowczo nie zalecam- i wiele innych. Firma może wypłacić ale nie musi. Więc radzę czytać uważnie warunki, żeby wiedzieć, co nieco o przyczynieniach. Ponadto ostrzegam. Likwidatorzy szkód to naprawdę fachowcy i nie łatwo ich oszukać. W każdych OWU jest napisane, że podanie niezgodnych ze stanem faktycznym okoliczności szkody skutkuje odmową odszkodowania. Więc dobrze się zastanów zanim zaczniesz kombinować czy ci się to opłaca. Pamiętam klienta. Który zeznał, że w jego Alfę stojącą przed domem wjechała ciężarówka podczas likwidatorzy stwierdzili jednoznacznie, że uszkodzenia powstały w ruchu pojazdu i facet nie dostał odszkodowania. Nawet nie protestował. I do dziś nie wiem, dlaczego zeznał nieprawdę. Może jechał po pijaku? O zmowach kierowców nie wspomnę. Koleś ma drogą furę i przyoszczędził na casco. Więc jak ma poważne bumbum umawia się z jakimś słupem, że to on właśnie spowodował wypadek. Spisują oświadczenia i szkoda ma być z zlikwidowana z OC tego frajera. Ostrzegam, że rzecz może się skończyć w prokuraturze. Czasem firma ma poważne wątpliwości, co okoliczności szkody, ale pewności nie ma, więc woli odmówić, licząc się z tym, że wyląduje przed sądem. Ma to wkalkulowane w swoją politykę, ale chce mieć wyrok sądu oparty na ekspertyzach. Więc uważaj zanim coś powiesz. Lepiej powiedzieć „ nie wiem” czy „nie pamiętam” niż powiedzieć nieprawdę lub coś niezgodnego z faktami. I przed tym serdecznie przestrzegam.
Komentarze (6)
Porozumienie czyli kod niekoniecznie da Vinci
 Oceń wpis
   
Miałem dzisiaj pisać o indeksacji ale to nudny temat, więc postanowiłem trochę pożartować choć dla wielu osób to może być śmiech przez łzy. Posiedziałem dzisiaj trochę w barze. To drogi bar, ale w końcu po tylu latach w tym biznesie stać cię na wiele. Podchodzi młody koleś do baru i mówi:” Pan mi da najbardziej rozchwytywanego drinka” Barman na to: „Rozchwytywanego? To może barmańskiego?”. Pacjent: „ No, no to może być” No to ja stary piernik zastanawiam się, o czym oni w ogóle mówią. Jak się nad tym zastanowić, to nie jest takie skomplikowane. Facet chce coś kupić i ma zaufanie do barmana, mimo, że go widzi pierwszy raz w życiu. A barman ma wiele lat doświadczenia i wie jak podejść leszcza. Dla waszej wiedzy, ten super, barmański drink, wiem bo zapytałem, to: lód, ale nie ten co był u władzy za Gomółki, tym bardziej, że pokruszony, wódka jakakolwiek, co jest pod ręką, sok z cytryny i z limonki. Proste jak, nie napiszę, co bo to sprzeczne z estetyką. Czyli obaj gadają niby od rzeczy a rozumieją się świetnie. Ten paradoks wyjaśnia istnienie czegoś, co nazwałbym kodem porozumienia między klientem a sprzedawcą, chociaż nienawidzę przybijania, agentom firmy ubezpieczeniowej stempla „sprzedawcy”. Znacznie bardziej pasuje mi „doradca”. A barmanom czemu nie niech będzie sobie sprzedawcą. Chociaż to też doradcy klienta. Szczególnie w tarapatach i na bani. Poznałem kiedyś przypadkiem gościa, który w przypadkowej rozmowie przyznał mi się, że jest agentem firmy ubezpieczeń życiowych ( zauważcie nie piszę „na życie’). Wyglądał jak troglodyta, pachniał mniej więcej tak samo. Ubrany w ciuchy z lumpeksu szóstej kategorii. Posługiwał się slangiem jakiejś nieznanej mi dzielnicy miasta, w którym mieszkał. Potem dowiedziałem, się, że był najlepszym agentem w swoim oddziale, ciągle na topie, nagrody, wyjazdy. Zacząłem się zastanawiać, kogo on na Boga, ubezpiecza. Gdyby przyszedł do mnie dałbym na bułkę bez żadnej prośby o wsparcie. A więc, o co chodzi? Ten mistrz sprzedaży po prostu znalazł kod porozumienia z pewną kategorią klientów, buszował tam, jak samotny łowca, nie mając żadnej konkurencji. W swojej codziennej orce na ugorze spotykam różnych klientów. Czasem łapię się na tym, że z pewnymi ludźmi rozmawiam jakimś dzikim językiem, ubezpieczeniowym slangiem, którego nikt nie rozumie. Jak ludzie czasem szukają różnych opcji ubezpieczeniowych, spotykają się wieloma agentami, słuchają tego slangu, a potem próbują go naśladować w rozmowie z następnymi agentami. Słuchasz takiego pacjenta i słyszysz znajome słowa: franszyza, opcja, underwritng, i co tam jeszcze chcesz. Siedzisz i potakujesz. Facet chełpi się jak paw, tokuje, rozkłada ogon, a ty nic, cierpliwie słuchasz, bo może mimo wszystko uda się coś niego wyrwać. Na koniec pewny swego twardziel pyta: „I czy ja nie mam racji?” Większość agentów potakuje a wspaniały zwycięzca w poczuciu pełnego triumfu wskazuje im drzwi. Ale taki naprawdę dobry agent mówi, że być może ma Pan rację, ale ponieważ nie zrozumiałem, o co Panu chodzi to ja powiem teraz Panu, o co chodzi mnie. Kod porozumienia z klientem opiera się na dotarciu do ukrytych często wartości, przekonań, czasem przesądów, do których nikt cywilizowany nigdy się w życiu nie przyzna. Wiele firm żąda od agentów, aby na codzień ubierali się w tzw. stroje biznesowe. Bo agent reprezentuje firmę, bo w ten sposób okazuje się szacunek klientowi. Wszystko dobrze, ale czasem taki ubiór wytwarza u klienta poczucie dyskomfortu związane z wytworzeniem pewnego społecznego dystansu, jaki wytwarza różnica w klasie ubioru. W swojej karierze spotkałem wielu menadżerów, naprawdę poważnych firm, którzy przychodzili do pracy w dżinsach i polówkach, fakt, że znakomitych firm. Na pewno agent ubrany w podobnym stylu w dobre markowe ciuchy zrobiłby na takich facetach znacznie lepsze wrażenie, niż obrzympała odziany w garnitur z secondhandu i wygniecioną koszulę z krawatem w ciapki. Umiejętność trafiana w pewne gusty, przyzwyczajenia klientów to największa umiejętność agenta. Wiele osób kultywuje w swojej świadomości pewien stereotypowy wizerunek „agenta ubezpieczeniowego”. Czasem dobry a czasem zły. To wielkie wyzwanie zachowywać się tak, aby sprostać wyobrażeniu o dobrym agencie, a z drugiej strony, umieć przełamać swoim zachowaniem zły stereotyp, polegający często na traktowaniu agenta jako złodzieja i oszusta. I jeszcze jedno. Prawdziwy profesjonalista nigdy nie szufladkuje klienta na podstawie jego wyglądu i zachowania. Czasem ludzie wyglądający jakby nie potrafili policzyć do trzech, nieszczególnie ubrani, bez specjalnej prezencji, obycia czy słownictwa, to świetni klienci, którzy sobie znanymi sposobami, opierając się na wrodzonej inteligencji, pewnej dozie życiowego cwaniactwa i zaradności, doszli do dużych pieniędzy i są wspaniałymi klientami i inwestorami. Zdobycie ich zaufania w oparciu o prostolinijność w zachowaniu, prostotę języka, bez szczególnych kolokwializmów i spoufalania, procentuje świetnymi kontraktami i wieloletnim zaufaniem z ich strony. To mi przypomina jak pewien biedny facet chciał znaleźć pracę sprzątacza w firmie Billa Gatesa. Poszedł na rozmowę i po skończonym interwiew poproszono go o podanie adresu mailowego. Gość roześmiał się nerwowo i mówi: „Wiesz, nigdy w życiu nie miałem komputera, to skąd ci przyszło do głowy, że mam jakiegoś maila”. „ W takim razie, nie znajdziesz u nas pracy”. Załamany chłop wyszedł z biura i za ostatnie dolary kupił w hurtowni skrzynkę bananów. Sprzedał ją z zyskiem chodząc po domach. Szybko podwajał kapitał, otworzył potem hurtownię, potem sieć, miał tysiące samochodów dostawczych. Największa sieć w kraju. Pozostał jednak skromnym człowiekiem, mieszkał i ubierał się jak zwykły człowiek. Pewnego razu poprosił agenta ubezpieczeniowego o przybycie w celu wykupienia poważnej polisy. Przyjechał koleś i w pierwszym momencie nie skojarzył, z kim ma do czynienia. Wypytywał go o wszystko, sytuację finansową i inne szczegóły. W pewnym momencie doznał olśnienia z kim rozmawia. Więc prosi króla bananów o adres mailowy, żeby, przesłać mu ofertę. A facet mu mówi:” Nie mam i nigdy nie miałem”. Agent mówi: ”Nie chcę myśleć do czego by Pan doszedł gdyby miał Pan e-maila”. „Byłbym zamiataczem w Microsofcie”. Wspólny kod porozumienia. Tajemnica sukcesu.
Komentarze (2)
Symulacja czyli jak nie dać się kopnąć w miękkie podbrzusze
 Oceń wpis
   
Symulacja to często stosowany trick, który ma zachęcić klienta do zawarcia umowy ubezpieczenia życiowego. Z kolei wielu ludzi wręcz, żąda od agentów przygotowania symulacji, bo usłyszeli od szwagra, że dostał super symulację. Mamy więc, dwie strony medalu. Co to za narzędzie, kto je przygotowuje i jak się nim posługiwać. Dla wielu agentów symulacja to działanie ostatniej szansy. Zachodzą gościa z lewej mańki – twardy jak skała, czyli kicha, zachodzą z prawej – jeszcze twardszy, no to na finał facet dostaje w łeb symulacją, pokazują mu się złote gwiazdy w postaci niebotycznych zysków traci na moment zdrowy rozum i w napadzie amoku podpisuje umowę. Potem przychodzi moment otrzeźwienia i zaczyna czytać papier, który dostał od agenta. Chłop łapie się za głowę, ale raz wpłaconych pieniędzy nikt mu nie odda chyba, że nie upłynęło trzydzieści dni od daty wejścia w życie umowy. To termin ustawowy, choć wiele osób o tym nie wie i myślą, że nie ma już odwrotu. Tak, więc czym jest ta mityczna symulacja, która budzi tak wiele emocji. To nic innego ja program komputerowy, który liczy zyski inwestycyjne przy i TU JEST PIES POGRZEBANY,po niemiecku da liegt der hund begraben)ZADANYCH PARAMETRACH. Pojęcie ‘ zadane parametry” oznacza ni mniej ni więcej, że program pokaże klientowi takie profity z inwestycji, jakie parametry wpisze agent do programu na wejściu. Dwa podstawowe parametryto stopa zysku z inwestycji oraz stopa indeksacji. Swobodna manipulacja tymi parametrami może prowadzić do poważnych przekrętów i totalnej dezinformacji klienta. Jak czytać wyniki symulacji? O tym za chwilę. Na jakich założeniach opierają się programy symulacyjne? Przede wszystkim żadna firma ubezpieczeń nie zakłada, przy tworzeniu programów, że agenci będą nimi manipulować. Można, więc ze spokojem powiedzieć, że owe programy nie są same w sobie niczym zdrożnym póki nie dostaną się w ręce hochsztaplerów. Wręcz przeciwnie stosowane uczciwie mogą pokazać klientowi z pewnym przybliżeniem uczciwe zyski z polisy, pod jednym wszakże warunkiem, że twórcy programu uczciwie ujęli w jego założeniach wszystkie koszty, jakie ponosi klient na rzecz firmy ubezpieczeń. Na ten temat nic nie wiem, więc wypada mi tylko przyjąć, że ubezpieczyciele są uczciwi przekazując swoim agentom owe programy. Najbardziej istotny parametr symulacji to stopa wzrostu z inwestycji przyjęta w programie. Jest ona widoczna w tzw. Unit Linkach czyli programach ubezpieczeniowych bezterminowych, przez co trzeba rozumieć, że firma nie określa do jakiego momentu trwa polisa, oczywiście nie bez górnej granicy, która kończy się zazwyczaj w wieku 70 lat. Symulacyjne programy ubezpieczeń opierają się na aktuariacie ubezpieczeniowym. Wyjaśnię, o co chodzi. Każda firma ubezpieczeniowa zatrudnia aktuariuszy. Aktuariusz zajmuje się tzw. oceną ryzyka, która ma na celu wyznaczenie wysokości składek ubezpieczeniowych dla poszczególnych ubezpieczonych w oparciu o taryfy ubezpieczeniowe. Przechodzimy do najmniej przyjemnych kwestii związanych z tą oceną. aktuariusze na podstawie statystycznych wskaźników podawanych przez GUS określają średnią długość przeżycia poszczególnych grup wiekowych Polaków i Polek czyli tzw. śmiertelność populacji w rozbiciu na wiek i płeć.Analizują wiele parametrów tych statystyk. Określają też strukturę ubezpieczonych w swojej firmie z tego punktu widzenie. Wynikiem tych bardzo skomplikowanych analiz jest określenie stawek ubezpieczeń dla poszczególnych kategorii wiekowych, z uwzględnieniem płci, w danej firmie. Wiadomo, że mężczyźni po pięćdziesiątce w naszym kraju padają jak muchy, więc jeśli struktura ubezpieczonych w danej firmie przechyla się w niebezpiecznym dla tej firmy kierunku – czytaj zagraża zyskowi tej firmy, nieuchronna jest podwyżka stawek dla nowych ubezpieczonych aby zmniejszyć ryzyko. Najczęstszym przekrętem w symulacji jest ustawienie parametru zysku w funduszu na nierealnym poziomie. Klient nie zwraca uwagi na to. że Agent ustawił mu średni zysk w funduszu np. obligacji, czyli bezpiecznym, na poziomie 15 procent i związku z tym jego stan rachunku wygląda, równie imponująco, co nierealnie. Jak się klient połapie zawsze można przyrżnąć głupa, że się człowiek pomylił. Ponadto z wydruku symulacji zawsze można wyrzucić założoną stopę zysku i wtedy wszystko jest ok., miód spływa na serce klienta, który już liczy, na co wyda w przyszłości swoje ukochane pieniążki, które wypłaci mu firma ubezpieczeniowa w przyszłości. Myślę, że po świecie chodzi sporo takich wirtualnych Krezusów przekonanych o tym jak świetny biznes zrobili inwestując w swoją polisę. Zamiast gigantycznego zysku będą mieli miłą pamiątkę w postaci ekstra symulacji, którą można sobie oprawić w ramkę i powiesić na ścianie nad łóżkiem gwoli ostrzeżenia na przyszłość przed własną naiwnością. Jeśli ktoś proponuje Ci symulację lub sam jej żądasz, sam określ jej zadane parametry a potem uważnie ją przeanalizuj. Jak sam się nie znasz poproś kogoś o pomoc, najlepiej zaprzyjaźnionego agenta z innej firmy. Ten na pewno wyłapie wszystkie nieczyste chwyty konkurenta. O indeksacji w następnym odcinku.
Komentarze (3)
Obietnica czyli czego nie mówią agencji
 Oceń wpis
   
OBIETNICA to towar sprzedawany przez agentów na bazie akceptacji przez klienta wizerunku agenta. Dobry agent potrafi przekonać klienta, że to właśnie jego firma jest najbardziej wiarygodna i ma najlepsze produkty na rynku. Jak jest naprawdę? Bywa różnie. Wielu ubezpieczonych często nawet nie wie gdzie są ubezpieczeni, czyli w której firmie, wiedzą tylko, że u Pana Zbyszka czy Alberta. Ponadto poprzez lata kompletnej dominacji PZU na polskim rynku wiele osób kojarzy ubezpieczenie z tą firmą, mówią mój Pan z PZU, mimo, że już dawno nie są ubezpieczeni w tej firmie. To klasyczne zbitki pojęciowe ta, jak w Stanach ludzie mówią o odkurzaczu „hoover” a w Polsce „elekrolux” od nazw firm, które wprowadziły produkt na rynek, nie mówiąc o powszechnym nazywaniu kopiarki „ksero”. Agenci tworzą w świadomości klientów przekonanie o tym, że obietnica, iż w przypadku jakiegoś nieprzyjemnego zdarzenia reprezentowana przez niego firma wypłaci jemu lub jego spadkobiercom odszkodowanie wynikające z zawartej umowy ubezpieczenia. Obietnica dużych zysków z polis życiowych to najczęstszy argument skłaniający klientów do zakupu takiej polisy właśnie w tej a nie innej firmie. Czy te obietnice są realne i mogą zostać spełnione? Nie zawsze i nie wszędzie. Żeby poprawnie ocenić ową obietnicę trzeba mieć jednak podstawową wiedzę o kilku sprawach. Najważniejsze jest wiedza o tym, co ukrywają agenci, lub, czego nie mówią na spotkaniach z klientami. Podstawową informacją, która jest ukrywana skrzętnie to suma kosztów, jakie ponosi klient na rzecz firmy ubezpieczeniowej wynikających z zarejestrowana polisy, z prowizji agenta, często bardzo wysokiej, z kosztów administrowania funduszem kapitałowym i innych rozmaitych opłat pobieranych przez ubezpieczyciela ze składek płaconych przez klienta. Jeśli zysk z zainwestowanych środków jest zbliżony do pobieranych kosztów to jest oczywiste, że wiele pieniędzy na tej polisie się nie zarobi. Warto też sprawdzić, jaki jest procent alokacji środków w poszczególnych latach trwania polisy, bo od tego zależy jej atrakcyjność inwestycyjna. Im mniejszy ten procent tym mniejsze zyski w pierwszych latach. Szczególnie ważna jest długość okresu pobierania i wysokość opłat pobieranych za wypłatę środków z polisy. Wszystkie te informacje można znaleźć w regulaminie funduszu, stanowiącym załącznik do umowy ubezpieczenia. Tego regulaminu należy bezwzględnie żądać przed podpisaniem wniosku o ubezpieczenie. Wyniki funduszy prowadzonych przez firmę, która składa wam ofertę poprzez swego agenta to następna rzecz, którą warto sprawdzić przed zawarciem ubezpieczenia. Bywa tak, że firmy o bardzo znanych markach mają kiepskie wyniki inwestycyjne, bo warto pamiętać, że to nie „firmy” inwestują Wasze pieniądze tylko konkretni ludzie zarządzający inwestycjami danego Towarzystwa Ubezpieczeń. Jak zatrudnią dupę wołową to mogą mieć pogrzebane wyniki na kilka ładnych lat. Tak, że informacja o tym, kto konkretnie zarządza pieniędzmi w danej firmie może być bardzo istotna przy podejmowaniu decyzji o wyborze firmy, bo na rynku doradców inwestycyjnych występują ludzie o znanych nazwiskach, którzy wyrobili sobie świetną markę opartą na poprzednio uzyskanych wynikach w innych funduszach lub firmach. Suma ubezpieczenia to jedna najważniejszych rzeczy, które należy ustalić przed zawarciem umowy. Cała rzesza ubezpieczonych, jest przekonana, że suma wpisana na polisie to pieniądze, które kiedyś otrzymają i które zapewnią im godne życie. Wielu agentów nie wyprowadza ich z błędu. Tymczasem prawda jest taka, że w polisach bezterminowych im wyższa suma ubezpieczenia tym mniej pieniędzy na emeryturę. Często agenci manipulują klientami przy porównywaniu ofert firm. Mówią” Patrz Pan przy takiej samej składce ma Pan u mnie 150 000 zł a u konkurencji 100 000 zł „ I skołowany klient wybiera jego ofertę, mimo, że tak wysoka suma wcale nie jest mu potrzebna a zależało mu bardziej na oszczędnościach niż na wypłacie pieniędzy dla wskazanych spadkobierców. Jak się później indeksuje składkę co rok wraz ze składką, często obowiązkowo to w drastycznych warunkach może się okazać, że po 10 latach podziękują ci kochany kliencie i powiedzą, że na twojej polisie nie ma już żadnych zaoszczędzonych środków, a za dotychczasową składkę przy tak wysokiej sumie nie będą cię już ubezpieczać. Takie zapisy są w tzw. Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia, tylko kto je czyta. Inny ważny problem to taki, że agenci przedstawiają swoje polisy jako produkty inwestycyjne. W związku z tym klienci często myślą, że firmie ubezpieczeniowej jest jak w banku. W pierwszym roku wpłaciłem 2000 tysiące, więc na koniec tego roku powinienem mieć na koncie dwa tysiaki plus procenty. No to jak teraz potrzebuję pieniędzy to idę do kasy i wypłacam. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze żadna polisa nie ma tzw. wartości wykupu przez pierwsze dwa lub nawet trzy lata. Co oznacza ni mniej ni więcej, że jeśli przerwiesz płacenie składek w tym okresie do staniesz figę z makiem. To wynika kosztów, o których powyżej, procentu alokacji oraz faktu, że przecież to polisa ubezpieczeniowa, więc jakąś część składki firma musi sobie pobrać na okoliczność twojego ewentualnego zejścia z tego świata. Po drugie, wynika z tego, że musi funkcjonować jakiś okres, w którym środki zgromadzone na koncie klienta, i które może on wypłacić, są niższe od sumy wpłaconych składek. Trzeba mieć tę świadomość, polisy to nie konta avista a inwestowanie połączone z ochroną spadkobierców ubezpieczonego na wypadek śmierci jest pomyślane jako produkt długoletni a nie kilkuletni. Jak się chce coś takiego to do banku a nie do firmy ubezpieczeniowej. W tym wszystkim jest też pewien moment psychologiczny. Pewien mój klient powiedział mi, że przywiązałem go polisą na życie do firmy jak psa Burka do budy. I coś w tym jest. Już dawno wiadomo, że w przypadku trudności finansowych pierwszą rzeczą jakiej pozbywają się ludzi są polisy ubezpieczeniowe. Myślenie w kategoriach przyszłości jest trudne i wymaga wyobraźni a realia codzienności bywają nieubłagane. Czasem jednak świadomość straty poniesionej na skutek zerwania polisy, czyli tzw. lapsa skłania ludzi do szukania innych rozwiązań swoich problemów. problemów polisach okresowych z gwarantowaną sumą wypłaty, ten okres wyrównywania składek i środków może potrwać kilka lat. I trzeba mieć świadomość, że bez w miarę stabilnej sytuacji finansowej nie można zakładać polis bo w przypadku wczesnego zerwania zawsze poniesie się stratę. Tylko, ilu agentów napalonych na sprzedaż polisy mówi o tym wszystkim swoim klientom a ilu wprowadza ich w błąd obiecując gruszki na wierzbie.
Komentarze (2)
co sprzedaje agent?
 Oceń wpis
   
Co sprzedaje agent ubezpieczeniowy, no, bo przecież nic konkretnego? Przychodzi jakiś pacjent do ciebie KLIENCIE i mówi, że jest z firmy ubezpieczeniowej. Jak ją nazwać na okoliczność tego bloga , żeby nie budzić skojarzeń. Powinienem rozpisać konkurs. Na najbardziej uniwersalną nazwę firmy ubezpieczeniowej. Co my tu mamy na rynku? Portugalski Zakład Ubezpieczeń. Hegemon. Jakim cudem urzędnicy z Uniiiii go jeszcze nie podzielili jako monopolisty rynkowego? Cud. Rzeka poznańska, przepływa też przez Sieradz i miejscowość Wartę nieopodal. Teraz ponoć belgijska. To znaczy firma, nie miejscowość. Niemiecki gigant, kojarzy się z innym gigantem, stadionem w Monachium, sicher deutsch,. Sicher ist sicher, to z takiego filmu „Va bank“. Rzeczywiście gigant. Największa firma Europy. No chyba naprawdę sicher. No i bogini, w Polsce nadmorska z Sopotu, a mitologicznie opiekunka ogniska domowego, podróżnych, nowożeńców i sierot. Mamy jeszcze firmę, która nieodparcie kojarzy się z gminną spółdzielnią teraz ponoć też niemiecka. Firma miedziana kiedyś potentat na europejskim rynku( Miedź – metal według encyklopedii po łacinie - cuprum, w tablicy Mendelejewa CU). Cuprum nie należy kojarzyć z kuprem a już szczególnie w dzisiejszych realiach, z kaczym. Chociaż walenie w kaczy kuper zdarza się pewnym ubezpieczycielom. Zapytajcie agentów tej firmy jak dziś nazywa się ta firma w Europie i dlaczego musieli zdjąć markę, czyli tzw. brand z rynku w Wielkiej Brytanii i nie tylko. Następna marka. Nie wiem i nic Nie chcę wiedzieć, robię swoje. Zagłoba kiedyś darował ten kawałek Europy gratis. Dziś by się zastanowił, bo ta część depresyjna Europy sporo warta. I tak dalej. Ponieważ nie chcę się z żadna firmą utożsamiać, muszę coś wymyślić. Jakąś nazwę uniwersalną, którą będę się posługiwał w tym blogu. Może – „PŁACIMY W 48 GODZIN”. Ale jaja. Dobrze, że nikt nie wie, kim jestem, bo by mnie zabili. Ale nie śmiej się, bo są kraje gdzie tak płacą, np. w wielu przypadkach w Niemczech. Umówmy się, że jestem agentem firmy „Globus”. To znana firma i ma niezłą rozpoznawalność marki, czyli żadna firma typu „krzak” dzisiaj jest jutro nie ma. Ludzie wiedzą, że jest na rynku. Ma jakąś opinię ani złą ani dobrą. No to co ja sprzedaję jako agent tej firmy. No przecież nie ubezpieczenia. Bo fizycznie nic takiego nie istnieje. Na rynku jest wiele firm, które są w ogóle nie znane, a mimo to ludzie czasem się u nich ubezpieczają. Z czego to wynika. No z prostej rzeczy. AGENCI UBEZPIECZENIOWI NIC NIE SPRZEDAJĄ oprócz siebie. I to jest ta tajemnica sukcesu w tym fachu.
Komentarze (2)
Wyścig szczurów czyli jak pisać flamastrem po ścianie
 Oceń wpis
   
MML – „multilevel marketing” , wiesz co to jest, to, to samo co „network marketing”, marketing sieciowy. Śmierć komiwojażera. Pewnie kojarzysz. Akwizytorom wstęp wzbroniony. Szatański pomysl Amerykanów na sprzedaż bezpośrednią produktów, co by to nie było. Skarpety, kosmetyki, chemia, ubezpieczenia, co chcesz. Brrrrrrr. Jak widzisz kolesia na ulicy, sprzedaje kit, jakiś shit, perfumy albo pastę do zębów ze szczotką do zrywania szkliwa z kłów - gratis, niby za pól ceny sklepowej. Oszust. Marża jest 300 procent. Jak kupujesz tęczowe odkurzacze jest podobnie co do marży, bo produkt ponoć niezły. W ubezpieczeniach nie ma takiej marży a bardzo chciałbym. Ale zasady podobne. Na czym to polega? Tworzy się piramidę sprzedażową. Na dole są sprzedawcy, czyli szara masa, potem jakiś menadżer, zwany szumnie kierownikiem zespołu. Potem nasz ukochany przez wszystkich szefutek, czyli dyrektor jednostki, oddziału czy jak to zwą w twojej firmie. Jak ty zarobisz stówę to twój kierownik ma z tego jakieś 20, 30 procent, a dyrcio ma też jakiś procencik od całości trzódki, której przewodzi. Więc teraz pomyśl czy oni mogą ci odpuścić, jak z ciebie żyją? Zresztą wyżej jest podobnie. Są dyrektorzy regionów, potem prezesi w Polsce, potem centrale w jakimś Amsterdamie, Brukseli, zależy, w jakiej firmie rzeźbisz. Jedno jest pewne bez agentów trudno byłoby sobie wyobrazić firmę ubezpieczeniową, choć są inne kanały sprzedaży ( „kanały” nieźle brzmi i jak fajnie się kojarzy, głównie zapachowo) brokerzy, multiagenci, sprzedaż przez banki, internet, co tam chcesz. O tych „kanałach” kiedy indziej. Wszystkie firmy oparte na marketingu sieciowym, tworzą specjalne standardy, o których wspominałem przy omawianiu magicznego słowa „ranking”. Jest to specjalna hucpa, która ma wytworzyć w tzw. sprzedawcach, specyficzny sposób myślenia, w kategoriach: kto jest lepszy, kto jest wyżej, kto więcej. Tworzy się dość perfidne systemy presji polegające na tym, że ludzie zaczynają myśleć tymi kategoriami najpierw świadomie a potem wbija się to w podświadomość i koleś, którego miałeś za w miarę zrównoważonego faceta, od jakiegoś momentu zaczyna gadać tylko o robocie, o tablicach, swoim miejscu. Rankingi – świętość w firmie: tygodniowe, miesięczne, kwartalne, roczne, zespołowe, oddziałowe, produktowe, jakie jeszcze wymyślisz, na pewno już są. Na cotygodniowych zebraniach wyróżnia się tych niby najlepszych, przy okazji publicznie piętnuje się outsiderów. Jeżeli jesteś zasłużony, bo robiłeś dużą „produkcję’ byłeś wysoko, byłeś nagradzany i nagle musiałeś odpuścić z jakichś osobistych powodów, o których nie masz ochoty mówić, nie licz na żadną litość. Zrównają cię z glebą, bo jesteś w dołku, przynosisz mniej forsy. Tę wewnętrzną konkurencję podsyca się dodatkowo poprzez różne publikacje w wewnętrznych zestawieniach, periodykach, komunikatach. Tworzenie systemów rywalizacji ma służyć generalnie żyłowaniu do bólu zdolności produkcyjnych agentów. Ludzi nie wytrzymują presji, są na szczycie, nagle spadają, bo coś się wali, odchodzi jakiś strategiczny klient, załamują się psychicznie, odchodzą z firmy, czasem z zawodu a czasem z tego świata. Znałem faceta, który na ścianie w domu rysował sobie flamastrem wykresy wzrostu produkcji i dochodów. Miał pecha, bo jak to się mówi był sercowy i dziś można mu tylko zapalić świeczkę na pierwszego listopada. Pamiętaj rankingi są złudne, to gołe cyfry, nic nie mówią o pracy agenta. Wyobraź sobie kolesia, który w jakiejś Psiej Wólce ma spory zakład, który produkuje coś tam np. brony, nie mylić z bronią( z całym szacunkiem dla producentów bron), interes mu dobrze idzie, bo brony się sprzedają jak ciepłe bułki. Więc facet ma spore nadwyżki finansowe w słoiku w ogrodzie i nagle w telewizorze widzi reklamę twojej firmy ubezpieczeniowej, jaka to ona super jest: wypłacają, zarabiają, dojeżdżają, głaszczą klienta po brzuszku na wyścigi, wzdłuż i wszerz. I gość postanawia:” Mam dużą bańkę tej nadwyżki, (czyli dla niewtajemniczonych - jeden milion złotych polskich) i ja postanawiam to zainwestować w tej głaszczącej firmie”. A potem kojarzy, że szwagier Waldka, który prostuje bolce w tych bronach, zwany Ciołkiem, przez przypadek jest agentem w tej firmie, znaczy się w tej głaszczącej. Więc dzwonią do Ciołka i ten przyjeżdża do prezesa firmy „Brona” Sp. Z o. o. i zawiera umowę. Potem Ciołek, który uchodził w firmie za tzw. niereformowalny i absolutny margines, chodzi dumny jak paw po pierwszym stosunku w życiu, bo jest pierwszy w rankingu. I co z tego wynika. No dokładnie nic. Bo teraz inni, choćby wbijali zęby w ścianę długo Ciołka, chodzącego w glorii lidera nie dogonią. Rywalizacja jest potrzebna, w niektórych ludziach wyzwala do dodatkowe rezerwy, ale jeśli rankingi i tablice zdominują twój sposób myślenia o zawodzie zaczniesz się spalać psychicznie, dostaniesz małpiego rozumu, niepowodzenia zaczną cię paraliżować i finał będzie taki jak w wyścigu szczurów. Szczury są inteligentne. Prawie tak samo jak agenci ubezpieczeniowi. Ale szczury można tak wytresować, że w wyścigu po żarcie, zaczną sobie nawzajem odgryzać ogony. Zaczniesz iść do celu po trupach. Zaczniesz nienawidzić swoich kumpli, którym coś się udało lepiej niż tobie. Lepszego od siebie utopiłbyś w łyżce wody. Nie, nie powiesz mu tego wprost. Ale zaczniesz kopać doły pod kolegami. Zaczniesz zabierać im klientów i robić inne świństwa, o których nawet nie chcę pisać, bo mam dość obrzydliwości. Zaczniesz kombinować z polisami. Więc odpuść sobie. Zacznij rywalizować sam ze sobą. To zdrowsze i mniej stresujące. Nie pisz na ścianie ile chcesz zarabiać. Po prostu postaw sobie jakiś sensowny i osiągalny cel i spokojnie konsekwentnie przyj do przodu. Pamiętaj. Rankingi są dla głupków, których rajcuje własne nazwisko wysoko na ścianie. Bądź ponad to przyjacielu. A kiedyś siłą rzeczy ktoś wpisze twoje nazwisko na pierwszym miejscu. Powodzenia.
Komentarze (4)
Niazależność czyli nie daj się zwariować
 Oceń wpis
   
NIEZALEŻNOŚĆ – słowo klucz, które stanowi o atrakcyjności zawodu zwanego „agent ubezpieczeniowy” na pierwszy rzut oka brzmi jak kpina z poważnych ludzi. Wchodzisz do oddziału swojej firmy, jaka by nie była, i od progu słyszysz tzw. zjebkę firmową. Zaczyna menadżer a kończy dyrektor : ile spotkań, ile przypisu, co zrobiłeś, gdzie byłeś, co spisałeś, gdzie są wnioski, jaka produkcja( tak jakbyś robił buty). Co byś nie powiedział, usłyszysz „ za mało”, Oj, się op…..lasz”, „co ty k..a nie znasz standardów” itp. Olej to , rób swoje, nic nie mów albo lepiej mów, ze jest super: 30 spotkań, ekstra klienci, będzie super. Kłam jak z nut. Oni są tak napaleni na sukces, że we wszystko uwierzą. Tymczasem działaj konsekwentnie i spokojnie. Niezależność osiągniesz dopiero wtedy, kiedy będziesz tak dobry, że twój szef pozwoli ci robić to, co chcesz, co ci wychodzi i w czym jesteś dobry i co ci daje satysfakcję. A główna satysfakcja to pieniądze. No i musisz się uczyć. Jeśli Twój klient będzie wiedział o ubezpieczeniach więcej niż ty to nie będziesz mu do niczego potrzebny. Jak czegoś nie wiesz to nie pieprz głupot bo wcześniej czy później wpadniesz. Lepiej powiedz, że nie jesteś pewny, ale to sprawdzisz. Nigdy nie pokazuj klientowi, że ci zależy, bo będzie tobą poniewierał. Tak całkiem niezależny to nie będziesz nigdy. To wynika z zasady korporacji, bo większość firm ubezpieczeniowych to duże albo wielkie korporacje. Szansa, że ktoś otworzy ze szwagrem firmę ubezpieczeniową w garażu jest mniej więcej taka sama jak to, że małpa doleci Jumbo Jetem do Nowego Jorku i podkołuje do terminalu. Rynek opanowały korporacje i pamiętaj, że choćbyś był największą gwiazdą na firmamencie swojego oddziału, inspektoratu czy nawet kraju to twoja super działalność generuje przychód, który w skali twojej firmy zajmuje pozycję, która nie mieści się na żadnej pozycji po przecinku bardzo porządnego kalkulatora. Więc rób swoje, po cichu, bez rozgłosu, nie mów nikomu, co, kiedy, dlaczego, z kim, dla kogo. Pilnuj swoich spraw, nie zostawiaj na wierzchu papierów, bo skończysz jak mój kumpel, który przez przypadek zostawił jakiś kwit klienta w ksero a następnego dnia jak do niego pojechał, na dzień dobry usłyszał: „ Panie Romku to Pan nie w szpitalu?’ --‘W jakim szpitalu?” – „ No był tu wczoraj Pana kolega, taki blondyn, i powiedział, że Pana zastępuje, bo Pan ciężko chory w szpitalu”. No i wszystko. Jak popracujesz parę lat to masz szanse na spokojniejsze życie i niezłe pieniądze o ile nie pracujesz dla firmy, która robi tylko w życiówce. Majątkowcy mają ten komfort, że ubezpieczenia odnawiają im się co rok więc jak dobrze pilnują interesów i nie mają permanentnego kaca prowadzącego do demencji, to na czas kontaktują się klientami, żeby przedłużyć umowę. Wiesz mi, że nie wszyscy tak robią. Świat jest pełen klientów olanych, przez swoich agentów, którzy często dowiadują, się, że nie mają ubezpieczenia po tym, jak im dmuchnęli pojazd spod bloku. A i nie pyskuj, że ci się nie podoba, bo totumfaccy są wszędzie donoszą na ciebie aż furczy: do dyrektora, do centrali i gdzie tam popadnie. A każdy agent ma swoją teczkę w firmie i tam gromadzą doniesienia z agencji „ucho” a kontrola wewnętrzna pilnuje, żebyś za bardzo nie podskakiwał. Jak komuś trzeba przypalić to kij się znajdzie. Nawet jak cię nim nie walną to ci go wsadzą w tyłek. Zawsze mają coś w zanadrzu, żeby cię uciszyć. W firmach gdzie sprzedają tylko tzw „życie” nic ci się nie odnawia oprócz czkawki, więc gonisz jak pies za własnym ogonem ciągle za nowymi klientami. Teoretycznie tworzysz swój, nomen omen, portfel klientów I powinni ci płacić, teoretycznie do końca życia a przynajmniej do momentu, kiedy nie skończy się umowa z klientem. Ale liczne stowarzyszenia poszkodowanych przez wiodące amerykańskie i holenderskie firmy, agentów świadczą o tym, że różowo nie jest, bo zawsze znajdą pretekst, żeby ci nie płacić, bo nie spełniasz jakichś ich standardów, o których nie miałeś POJĘCIA jak podpisywałeś umowę, z prostego powodu, bo ich wtedy nie było. Więc jeśli masz niezłą siłę przebicia, skórę twardszą od krokodyla, oczy na szypułkach, które dają ci szansę stałej kontroli nad własną dupą w celu uniknięcia stale grożącego kopniaka, jeśli jesteś odporny na wyzwiska porównujące twój intelekt do troglodyty a twoją rodzinę do bandy małpiatek i degeneratów, to uwierzmy, zostaniesz niechybnie super agentem ubezpieczeniowym. To fajny zawód przynosi wiele satysfakcji, jak żadna inna profesja na świecie.
Komentarze (1)
Sfora wilków czyli jak nie dać się rozszarpać na kawałki
 Oceń wpis
   
Dziś piszę, o rzeczach nieco okropnych. Nie wszędzie jest tak źle ale pracowałem w paru firmach i wiem , że bywa czasem na prawdę niewesoło. Ale lepiej być przygotowanym na najgorsze niż usiąść na jeżu a potem wyciągać kolce z dupy. Jest jedno podstawowe słowo, które masz sobie wbić w swój zakutą pałę, niezależnie od tego, co ci będą pieprzyć w firmie. Jakie to słowo dowiesz się na końcu. Najpierw lista słów, o których masz zapomnieć tak, jak by jakiś debil zapisał je gównem na płocie. Pierwsze „RANKING”. Rankingi są dla idiotów. Wchodzisz do firmy a na każdym kroku wiszą tablice. Dla zespołów czy jakichś unitów, ogólne dla oddziałów czy jakichś innych jednostek, zależy od firmy. Ten sprzedał tyle tego a tamten tyle tamtego. I co z tego. W niektórych TU ( czytaj Towarzystwach Ubezpieczeniowych) rankingują nawet według tego, kto ile zarobił. Gratuluję głupoty i hucpy. Potem biedacy z topu nie mogą opędzić się od chętnych na pożyczki. Pamiętam do dziś jak namiętny przekręciarz znalazł się na pierwszym miejscu po tym jak nadmuchał polis z dużymi składkami miesięcznymi, dostał z góry prowizję za cały rok a potem klient nie zapłacił następnych składek. Nie mógł się pozbierać po tym jak mu zabrali forsę. Co było dalej? Nie miał z czego żyć, więc co zaczął co robić. No chyba wiesz. Dalsze przekręty tylko, że grubsze. Napiszę kiedyś o tym. Tak, że zapomnij o rankingach. Zapomnij tez o innych słowach, „POMOC”. Będą ci mówić, że ci pomogą, że z tobą pojadą do klienta, owszem na początku może tak. Pamiętaj o prostej zasadzie. Zespół agentów jak każdy zespół sprzedażowy to stado wilków ze wszystkimi konsekwencjami. Tak jak w sforze. Silniejszy wygrywa. Jak tylko się odwrócisz nie masz zdobyczy, czyli klienta. Idziesz do szefa i mówisz, że twój koleś zabrał ci klienta, bo odebrał telefon do ciebie. Wiesz co usłyszysz: „ to zabierz mu innego, załatwcie to między sobą”. Twój szef bierze nadprowizję od produkcji zespołu i naprawdę ma w dupie, za którego agenta dostanie kasę. Jesteś przerażony?. To jeszcze nie wszystko. Z tego wynika, że masz zapomnieć o następnym słowie” LOJALNOŚĆ”. Wilki nie znają takiego pojęcia. Działają wspólnie póki jest to korzystne dla zdobycia ofiary, ale potem każdy szarpie w swoją stronę. Najmocniejszy ma najwięcej. No i oczywiście jego wilczyca. Ta dostanie najwięcej. Zabierze Tobie a ona zawsze będzie syta. Twój najlepszy kumpel wsadzi gorącą lokówkę w tyłek, oczywiście przez przypadek, tuż przed spotkaniem z ważnym i nadzianym klientem i z uśmiechem na ustach zaproponuje, że pojedzie za ciebie, żeby cię wspomóc w trudnej chwili, oczywiście gratis, bez żadnej prowizji, z czystej sympatii i przyjaźni. Tyle, że klienta już nie obejrzysz i forsy też. Potem słyszysz: „ Sorry stary, ale tak się spodobałem temu gościowi, że on już nie chce z Tobą rozmawiać. Wiesz, to klient finalnie wybiera agenta, który ma go obsługiwać” I co zrobisz? Możesz mu ewentualnie wp……lić. I wszystko. Wywalą cię i po zawodach. Gorzej jak na początku dostaniesz taką szkołę i sam się zeszmacisz. Będziesz taki sam. Zaczniesz odnosić sukcesy, po trupach. Będziesz wysoko, będziesz miał forsę i wszyscy będą ci zazdrościć. Ale ten podziw to gówno w porównaniu z tym jak wszyscy będą cię nienawidzić. Więc co ? Warto, czy nie warto zostać agentem ubezpieczeniowym? Sam już nie wiem. Przede wszystkim, nie wszędzie jest aż tak żle. Ale lepiej żebyś był przygotowany na najgorsze. Zawsze musisz mieć oczy wokół głowy. Pamiętasz o magicznym słowie, którym pisałem na początku? To słowo to nie FORSA jak może myślałeś. Jak będziesz działał rozsądnie musisz zarobić kasę. Nie ma siły. Chyba, że jesteś kretynem. Ale na to nie ma lekarstwa. Agenci ubezpieczeniowi uchodzą słusznie za wybitnie inteligentne bestie, oczywiście ci prawdziwi zawodowcy. A wiesz co prawdziwi zawodowcy cenią sobie najbardziej, i to jest to słowo klucz, to magiczne słowo, które trzyma ich w zawodzie? „NIEZALEŻNOŚĆ” - jak do niej dojść i zarobić na niej pieniądze. To innym razem.
Komentarze (0)
Trochę o mnie i moim fachu
 Oceń wpis
   
Pracuję już tym fachu prawie 10 lat. Horror. Niby wiesz wszystko. Wiesz co cię może czekać. Jestem stary chłop. Zasadniczo ciężko mnie zaskoczyć. Stary a naiwny jak dziecko pięcioletnie. Zawsze coś wymyślą, żeby Ci przywalić. Robiłem już wszystko - byłem agentem, menadżerem od róznych rzeczy, takich produktów innych produktów. Już myślałem, ze jestem niazależny. Nic z tyc rzeczy. Ty masz swoje priorytety. Głównie pieniądze. Rankingi są dla początkujących kretynów. Zrobią coś dużego przez przypadek i już trzymają Pana Boga za nogi. Pierwsze miejsce na tablicy przez dwa tygodnie. Za pięć minut ich nie ma.Ubezpieczył całą rodzinę ,znajomych bliższych, trochę dalszych. I koniec. To się nazywa wyczerpanie rynku pierwotnego. Jak potem dalej nie idzie, wywala się delikwenta a menadżer przejmuje klientów i po sprawie. Priorytety. W każdej firmie te same. ŻYCIE. Jak nie wiesz o co chodzi to chodzi o ubezpieczenia na życie. Kretyńska nazwa. Najbardziej przegwizdane mają w firmach wyłącznie życiowych. Wyścig szczurów, ciągle nowi klienci i kretyńskie standardy - 100 telefonów - 1o spotkań - jedna polisa. Szok. Dzwonisz po obcych ludziach. Jebią Cię jak burą sukę. każdy z obzwonionych miał już sto takich telefonów. Najchętniej umawiają się z dziewczynami. Myślą, że się da bzyknąć. Czasem im się udaje, bo niektóre idą z rozpaczy na wszystko. I o z tego, Płacą pierwszą składkę a potem do widzenia. Tak zwany laps polisy, oddajesz forsę bo płacą z góry, a jak nie masz z czego to zdychasz z głodu bo robisz następne ubezpieczenia bez prowizji.Bażancie życie agenta życiowego. Niektórzy dmuchają polisy aż furczy. Płacą pierwsze składki za niby klientów, martwe dusze z cmentarza, łapią prowizje za rok z góry i znikają. Firmy ich nie szukają a przynajmniej nie za bardzo skutecznie. Utrata twarzy czyli tzw wizerunku uczciwej marki. Wszystko wliczone w ryzyko działalności. Jak chcesz zostć agentem. Uwazaj co Ci mówią. Jak obiecują bażancie życie i duże pieniądze to wiesz od razu, że oszuści. To jeden z najcięzszych kawałków chleba jakie znam. Ludzie nienawidzą agentów ubezpieczeniowych, nie tylko u nas , na całym świecie. Agent gorszy od śmierci - bo śmierć przychodzi tylko raz. A ty się pętasz, wydzwaniasz ludzie traktują Cię jak gówno. Myslą, że wszystko im wolno. Plują ci w twarz, umawiają się z tobą po parę razy, nie przychodzą, nie dzwonią a w domu nabijają się z ciebie wśród znajomych, że nabili frajera piąty raz w butelkę i zakładają się ile razy jeszcze im się uda. To droga przez mękę, zanim zaczniesz zarabiać pzyzwoite pieniądze. Skąd się biorą nowi agenci? Sam się zastanawiam. Ja ich najpierw zniechęcam a potem mówię, że to fajna robota. Ale dlaczego napiszę dopiero jutro.
Komentarze (3)
Najnowsze komentarze
2015-09-26 09:51
http://agent001.bblog.pl/zapisz_komentarz,210,121155,121155,:
Trochę o mnie i moim fachu
Witam wszystkich ... Jestem Katie Jones wg nazwy obecnie mieszka w Las Vargas, USA .. Piszę ten[...]
2015-02-15 11:44
wispawel12:
Oszuści czyli zasada ograniczonego zaufania
Nasza propozycja Nie czekaj przyjmij pomocną dłoń! Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie[...]
2015-02-15 11:42
wispawel12:
Oszuści czyli zasada ograniczonego zaufania
Nasza propozycja Nie czekaj przyjmij pomocną dłoń! Uległeś wypadkowi?Doznałeś obrażeń?Nie[...]
O mnie
agent001
Przepracowałem wiele lat w firmach ubezpieczeniowych. Mam nadzieję, że moja wiedza przyda się wszystkim. Agentom, klientom - tym przede wsystkim, a także tym , którzy jeszczsze się nie ubezpieczyli a powinni. Albert
Kategorie
UBEZPIECZENIA
Archiwum
Rok 2007
Rok 2006